Zostawcie to Polakom. Dla nich nie ma nic niemożliwego - Napoleon Bonaparte
poniedziałek, 07 stycznia 2008
Wyłączone mózgi...
Od ponad miesiąca mamy
rząd Donalda Tuska. Postanowiłem sprawdzić czego takiego dokonała ta ekipa będąca u steru władzy, jak i
parlament pod egidą Platformy Obywatelskiej i PSL. I po miesiącu rządów, można
powiedzieć, że PO absolutnie nie było przygotowane do przejęcia władzy. O
ironio, gdy w 2005 roku Platforma nie miała programu wyborczego, za to miała
program rządzenia i była przygotowana do przejęcia władzy, wybory przegrała. W
2007 roku sytuacja odwrotna. PO wydziergała pełny ogólników program wyborczy
którego nie da się czytać, za to kompletnie nie miała i nadal nie ma żadnego
planu, co robić już po przejęciu władzy. A wybory wygrała. Tak na marginesie,
wygrała dzięki błędom przeciwników aniżeli swojemu przygotowaniu (które było
mizerne).
Rząd rozczarowuje coraz bardziej. Do tej pory, do laski marszałkowskiej wpłynęło
40 ustaw, z czego tylko 8 (sic!) przepchnięto przez parlament! Z tych 32
pozostałych, które jeszcze są w sejmie bądź senacie, jedynie 9 ustaw jest wynikiem
ciężkiej pracy rady ministrów. Reszta to albo projekty poselskie, albo te
dostosowawcze do prawa „unijnego”, czyli przysłane rozkazy z Brukseli. Żeby
było śmieszniej na te 9 ustaw które wypracował Donek z ekipą, 5 projektów to świstki
papieru o nadaniu wyższym uczelnią innych nazw! Dosłownie parę zdań!!! Z tego
wynika, że rząd wysilił się na marne 4 ustawy. Nie muszę chyba dodawać że te 4
dokumenty, wiele w Polsce nie zmieniają. I gdzie to przygotowanie,
profesjonalizm? ŻENADA!!!
Ale żeby nie było, że przerysowuje, to przyznam iż wspaniały, zawsze
uśmiechnięty, pełny miłości i pojednania rząd zmienił styl uprawiania władzy i
łagodnie administruje krajem, oraz spełnia się na polu międzynarodowym w
dziedzinie PR.
A co robi PO w parlamencie? Świetnie zajmuje się sobą, ustaw wniesionych przez
posłów jak na lekarstwo, za to sejm podjął aż 26 uchwał! Przy 8 ustawach to
całkiem nieźle. Te uchwały, zresztą to głownie kto jaki stołek ma zająć. Nie oszukujmy się, PO wyzbyło się resztki ideołowości i stało się typową partią władzy tak samo jak PiS dwa lata temu.
Ale, ale…dziś PiS zapowiedział, że na następnym posiedzeniu sejmu przeprowadzi
ofensywę legislacyjną i wniesie masę ustaw o charakterze socjalnym! Oni chcą
chyba całkowicie pogrążyć to państwo.
Na koniec deser. Posłowie PiS przygotowali projekt ustawy zakazującej palenia w
różnych miejscach. Co za idioci! Jeszcze
tego brakowało, żeby państwo decydowało co chce zrobić ze swoimi płucami! Żeby
było jeszcze straszniej, z przerażeniem odkryłem, że reszta partii pomysł
podchwyciła! Najpierw w programie TVN „kawa na ławę” poszczególni
przedstawiciele partii, dawało wyraz swojego mniej lub bardziej aprobującego
dla pomysłu bełkotu. A na koniec wypowiedziała się minister zdrowia, która
chyba z chwilą objęcia ministerskiego fotelika, przestała racjonalnie myśleć…
…na dziś to już koniec wpisu, bo z powodu zdenerwowania głupotą naszych (p)osłów,
zbyt emocjonalnie podchodzę do tematu, który w gruncie rzeczy jest śmiertelnie
poważny.
sobota, 05 stycznia 2008
Europa a terroryzm
Padł kolejny dowód na to,
że Europa znajduje się na równi pochyłej i grozi jej samounicestwienie.
Przerażająca jest słabość państw Europejskich w obliczu terroryzmu. Najpierw po
zamachach w Madrycie lewacki rząd José Luisa Rodrígueza Zapatero, uległ fundamentalistom
i tchórzliwie uciekła z Iraku. Teraz Francja wymogła na organizatorach
rajdu Dakar, podjęcie dzisiejszego popołudnia fatalnej decyzji o odwołaniu imprezy.
Ponoć w Mauretanii istniało zagrożenie wobec francuskich uczestników rajdu, poprzez
atak bandyckiej hołoty szumnie zwanej terrorystami. Smutne… Z drugiej strony „dumna Francja”
tak naprawdę od czasów Napoleona nie ma żadnego znaczenia i może tylko ukrywać
swą słabość. Więc zrozumiałe że nic nie może zrobić i się boi. A może lęka się wewnętrznych
tarć, przecież wierna córa kościoła szybko ulega islamizacji. Zresztą problem
jest szerszy. Europa przeżarta socjalistyczno-pacyfistycznym i demokratycznym
wirusem nie rozumie, że jedynym rozwiązaniem by obronić swoją kulturową i
cywilizacyjną pozycje jest stanięcie do bezpośredniej konfrontacji. Jednocześnie
odbudowując zapomniane wartości, wracając do chrześcijańskich korzeni. Skoro
mamy do czynienia z wojną cywilizacji jak twierdzi Samuel Phillip Huntington, to warto by było tą wojnę wygrać. Naiwna
Europa myśli, że uda jej się „ucywilizować” obcy element. Nic bardziej mylnego.
Jak doskonale pokazuje nam historia, Islam da się wypędzić z europy, państwa
islamskie pokonać, można też pokojowo ładnie współistnieć, ale zawsze osobno. Na
pewno nie da się przenieść na naszych mahometańskich braci europejskich
wartości. Dowodem na to są całe lata europejskiego kolonializmu. Islam jest zbyt
bogatą i rozwiniętą kulturą, by nasza oferta cywilizacyjna była dla nich kusząca.
Dlatego, praktycznie żaden podbity przez nas obszar islamski nie przeszedł w
sferę naszej cywilizacji. Jest to możliwe jedynie wtedy, gdy mamy do czynienia
z kulturą na o wiele niższym poziomie niż nasza. To dlatego w XIX wieku, gdy w
europie panowały monarchie i niemal cała Afryka była podbita przez
Europejczyków, jedynie czarna część afrykańskiego kontynentu uległa
europejskiemu „ucywilizowaniu”. Na marginesie o wiele lepiej wtedy Afryka prosperowała,
a zacofani murzyni chętnie naśladowali europejski styl bycia. Nawet obecnie, słyszy
się czasami, że to czy inne państewko afrykańskie prosi o powrót europejskiego protektoratu!
I nie dziwi exodus z czarnego lądu do Europy od momentu naszego odejścia. Głupotą
było więc rezygnowanie z kolonializmu pod wpływem idiotycznych demokratycznych idei. Tak
więc może Europa jeszcze zdąży się opamiętać. Należy wobec rzuconego wyzwania
stanąć do konfrontacji w pełni zmobilizowanym. Z terroryzmem należy walczyć, o
czym pamięta obecnie jeszcze Ameryka, spadkobierca Europejskich wartości...no i
Polska bo my zawsze walczymy ;)
ps. Nie jestem przeciwnikiem Islamu, bardzo szanuje tą religie i kulturę! Ale bliższa
jest mi nasza Chrześcijańska tradycja i o nią rozchodzi się moja troska, ją
stawiam wyżej. I gdy dochodzi do konfrontacji oczywista jest dla mnie obrona wyznawanych przezemnie wartości.
czwartek, 03 stycznia 2008
Zwięźle
1. Dziś w Stanach
Zjednoczonych w stanie Iowa, odbędzie się „caucuses”.
Rodzaj prawyborów. Jestem bardzo ciekawy wyniku, bo to pierwsza taka
próba dla kandydatów na prezydenta USA. Nie mam oczywiście pojęcia kto wygra
owe prawybory i wszelkie typowanie jest naprawdę czystą abstrakcją. Szanse
poszczególnych kandydatów są wyjątkowo wyrównane szczególnie w obozie
republikanów. Dlatego tym bardziej walka będzie zażarta i toczyła się do
ostatniej chwili. Niestety ciężko jest zdobyć solidną informację o kampanii za
oceanem. Przykładowo, żeby znaleźć jakąś wzmiankę o Ronie Paulu w
polskich mediach (tak! Jest taki kandydat republikański) trzeba naprawdę się
pomęczyć. A ten pan robi tam naprawdę oszałamiające rzeczy. To taki tamtejszy
Janusz Korwin-Mikke, tylko że z realnymi szansami na powodzenie. Prawdziwy
klasyczny liberał :) Mam nadzieje, że uda mu się i wygra skrzydło wolnościowe,
a prezydentem zostanie republikanin. Walka na pewno będzie ciekawa. Dzisiaj
start!
2. Z ciekawostek. Kazimierz Marcinkiewicz ogłosił budowę uczelni kształcącej
przyszłych polityków pod swoim patronem. Patrząc na karierę polityczna pana
Marcinkiewicza, który jako premier był figurantem, a sumienie odzyskał dopiero
po utracie stołka, muszę stwierdzić, szkoła będzie miała zabawnego patrona. Sam
pomysł kuriozalny, kto jak kto…ale Kazimierz Marcinkiewicz i Jan Maria
Władysław Rokita powinni sami najlepiej wiedzieć iż obecnie w Polsce bez
zaplecza partii politycznych nie istnieje się politycznie.
wtorek, 01 stycznia 2008
Anno Domini 2008/2015
Pragnę wszystkim życzyć by ten nowy rok, o jeden
dzień dłuższy, gdyż przestępny, dał nam o wiele więcej niż poprzedni. Nie tylko
w dniach, ale i w emocjach. Więcej radości, wzlotów i upadków, …więcej miłości.
By wszystkie trudności okazywały się wyzwaniami. By było lepiej, normalniej,
ciekawiej. Wszystkiego Najlepszego!!!
A właściwie w jaki nowy rok wchodzimy? 2008 AD? Praktycznie tak…teoretycznie
mamy Anno Domini 2015. Przecież powinniśmy datować nasze dni od narodzin Jezusa
Chrystusa. A jak wskazuje Biblia Święta (ewangelia św. Łukasza i św. Mateusza),
pomiary astronomiczne (wg. Jana Keplera gwiazda betlejemska to nic innego jak
koniunkcja Jowisza i Saturna w gwiazdozbiorze ryb - co ma swoją symbolikę),
wydarzenia historyczne (śmierć Heroda ok. 4 AC), choć niedokładnie, to jednak udowadniają,
że Jezus Chrystus urodził się 7 lat wcześniej!. Proszę sprawdzić! Przez pomyłkę
Dionizjusza Mniejszego, nasza cywilizacja chrześcijańska od 532 AD robi błąd w
kalendarzach ;) To tylko jeszcze jeden dowód na to, że kłamstwo jest
wygodniejsze niż prawda. Ale co tam :) Szampan co roku smakuje tak samo, a
nawet lepiej ;) Pozdrawiam wszystkich serdecznie!
ps. Oczywiście co do dokładnej daty narodzin Jezusa Chrystusa są wątpliwości i
prawdopodobnie nigdy nie uda się jej ustalić, to niewątpliwie obliczenia
Dionizjusza są błędne. Więc można przyjąć, że ta radosna nowina miała miejsce
między 7 a
3 ante Christum . Mnie
osobiście po przestudiowaniu materiału bliższa jest data 7 AC. I najbardziej
wiarygodna. A propos zagadki i konkursu który ogłosiłem w poprzednim wpisie, dlaczego
2015 rok? O trzymałem dwa maile. Jeden z błędną odpowiedzią drugi co prawda z
dobrą odpowiedzą, ale niestety nie podpisany, więc nie wiem komu gratulować.
Ale nagrodę wysłałem, fajną książkę. Mam nadzieje, że przypadnie do gustu :)
Gratulacje!
czwartek, 27 grudnia 2007
Zmiany, Zmiany
 Przez okres świąteczny żadnych wpisów nie było, ale to nie oznacza, że leniuchowałem! Bynajmniej. Ciężko pracowałem nad zmianą wyglądu i formuły bloga, gdyż stwierdziłem że zmiana jest potrzebna. Jednakże nie wszystko będzie od razu widoczne. Zmiany będę wprowadzał stopniowo, choć strona graficzna już uległa modyfikacji. Nie wiem czy przypadnie wam do gustu ten nowy „image”? Dlatego bardzo proszę w tym miejscu o wszelkie opinie i propozycje. Mam opracowanych kilka fajnych grafik i ogólnie całkiem nowy pomysł na architekturę bloga, ale to wymaga jeszcze sporo zmian i czasu, dlatego na razie tylko drobne retusze. Zresztą nie tylko wygląd się zmienił, ale także i treść. Na pierwszy ogień poszedł opis pod tytułem. Przez cały rok towarzyszył nam gdzieś w tle Charles-Maurice de Talleyrand i tam też widniał jego cytat. Zbliża się nowy rok, więc stwierdziłem by w nowym roku Anno Domini 2015* potowarzyszył nam ktoś nowy. Kto wie może z takiego rocznego patronatu powstanie tutaj jakaś tradycja? Mój wybór padł na Napoleona Bonaparte. Tak wiem znów Francuz ;), ale jaki to wybitny mąż stanu, przywódca, polityk i geniusz. No i ma swoje miejsce w naszej historii i liczne związki z Polską. Także dzięki m.in. Marii Walewskiej ;) a i my w hymnie narodowym mamy odwołanie do „małego kaprala”, więc Napoleon nawet bardziej pasuje tutaj niż poprzednik. I jest to chyba wybór idealny na cały przyszły rok! Zresztą skoro już tak doszukuje się wątków francusko-polskich to zacytuje trochę niedokładnie François-René de Chateaubriand-a (francuski poeta), mianowicie „Polacy to tacy Francuzi północy”…
…jednocześnie jesteśmy bratankami Węgrów, których języka w Europie nikt nie rozumie, a my się z Węgrami rozumiemy doskonale. Wszak: „Węgier, Polak, dwa bratanki. Tak do szabli, jak do szklanki. Magyar és lengyel jó barát. Karddal s pohár közt egyránt.” A zamykając dzisiejszy wpis ładną paralelą, obecny prezydent Francji z pochodzenia jest Węgrem. I wszystko ładnie się łączy :)
*ps. Dlaczego taki rok, wyjaśnię w sylwestra, a jeśli ktoś wcześniej zgadnie dostanie nagrodę!!
poniedziałek, 24 grudnia 2007
Wesołych Świąt!!!
Radosnych Świąt Bożego Narodzenia! Wypełnionych miłością, ciepłem rodzinnym i bliskością. Tak by spotęgowane emocje w tą jedną wyjątkowa noc, promieniowały aż na cały przyszły rok!

środa, 19 grudnia 2007
IRAQ
Muszę przyznać, że argumentacja dlaczego mamy wycofać
się z Iraku kompletnie do mnie nie trafia. Już w exposé Tuska ta kwestia
wywołała u mnie konsternacje. Nie można tak ważnej i strategicznej decyzji
opierać na „zadowoleniu społeczeństwa i żołnierzy”! Z całym szacunkiem, ale to
czy wchodzimy do Iraku, czy tam zostajemy i jak długo, powinno zależeć od
Polskiej racji stanu i naszego interesu. A w ostatnich wypowiedziach rozmaitych
polityków o tym akurat wspomina się najmniej, jeśli w ogóle.
Si vis pacem, para bellum. (łac. - Chcesz
pokoju, gotuj się do wojny).
I Irak doskonale do tego się nadaje, podobnie jak Afganistan i parę
innych miejsc. Nic tak nie podnosi gotowości bojowej, jak doświadczenie zdobyte
w praktyce, w warunkach zbliżonych do wojny. Żadne manewry czy ćwiczenia tego
nie zastąpią. Dlatego jak długo do naszego pobytu w Iraku dopłacają Irakijczycy
czy Amerykanie powinniśmy tam być.
Wojsko nie może siedzieć w ciepłych barakach. Oczywiście powinno to być
uzależnione od naszego potencjału, tak by zagraniczne misje nie osłabiały
naszej obronności w kraju. Oraz środków, wiadomo, że istniej pewien pułap
opłacalności. Ale skoro Irakijczycy sami nas proszą byśmy tam zostali, to niech
płacą! I rząd powinien się bardziej skupić jak wykorzystać i przekuć to
pragnienie rządu irackiego na realne korzyści gospodarcze i finansowe. Niestety
nasz rząd bardziej przejmuje się zdaniem opinii publicznej w tej kwestii.
Jest to tym bardziej niezrozumiałe, że w polityce światowej jedyną kartą
przetargową naszego kraju jest potencjał militarny. Dlatego powinniśmy go
wzmacniać nie osłabiać. Tym bardziej, że istnieje korelacja między potencjałem
militarnym a gospodarczym. Co prawda przy jednoczesnym wycofaniu z misji
irackiej, zwiększamy zaangażowanie w Afganistanie, ale nie umniejszając nic
tamtemu krajowi i jak to ważne jest dla NATO to Irak jest ważniejszy. Jest
kluczowym państwem do kontroli bliskiego wschodu. Nasza obecność w Iraku buduje
nasze możliwości wywiadowcze, w których się kiedyś nawet specjalizowaliśmy
jeśli chodzi o tej rejon świata. O możliwościach gospodarczych nie wspominam,
bo te ze względu na ropę są oczywiste. Więc wycofując się z Iraku, pozbawiamy
się wpływu na ten kluczowy region świata. I nawet, jeśli nasz wpływ był/jest
niewielki to jednak korzyści są wymierne, choć czasami nie policzalne.
Afganistan był i będzie tylko obciążeniem. I nawet jeśli czasami ponosimy w tej
misji najwyższą cenne, to jest ona wkalkulowana i choć to brutalnie brzmi to „A la guerre comme à la guerre” ludzie giną, by inni mogli spać
spokojnie i chwała naszym żołnierzom za to. W Iraku powinniśmy zostać, a jeśli nie to rząd powinien podać przekonywujący powód.
poniedziałek, 17 grudnia 2007
Utracony raj :)
Bardzo
gorąco polecam najnowszy odcinek programu Wojciecha Cejrowskiego „Boso przez
świat” – Miasto w dżungli! Fantastyczny jest!!! Zostaniemy w nim nie tylko
świetnie oprowadzeni po mieście Iquitos, ale również można zobaczyć jak wygląda
i się żyje, jak się można poczuć w jednym z ostatnich zakątków prawdziwej
wolności :)
Na emeryturę tylko do Ameryki Południowej ;)
link tutaj
niedziela, 16 grudnia 2007
13 grudnia - analogia?
Jest
powrót, więc teraz trzeba zrobić jakiś wpis. Mam nadzieje, że nie wyszedłem z
prawy. Co gorsza wydarzenie które chciałbym dziś poruszyć jest bardzo
skomplikowane i rzucam się de facto od razu na głęboką wodę. Ale to zarazem
wyzwanie, a ja lubię takowe, więc postaram się dziś ocenić podpisanie przez nasze władze
traktatu reformującego w Lizbonie.
Od razu zastrzegam, że nie przeczytałem owego traktatu w całości…boże broń,
dlatego nie mogę w pełni obiektywnie odpowiedzieć czy zapisy traktatowe są dla Polski
korzystne, jak starają się nam przedstawić media, czy też nie, jak
przedstawiają inne ledwo dosłyszalne głosy. Ciekawe swoją drogą czy głosiciele
owych opinii czytali tą cegłę czy raczej skupiają się na wyrwanych kwestiach. A
jak wiadomo, jeśli chodzi o przepisy prawne, diabeł tkwi w szczegółach. Nie
mniej troszkę poczytałem i mam wyrobioną opinie, dlatego pozwolę sobie podejść do problemu bardziej ogólnie.
Muszę
przyznać, że wiele kwestii a propos tego dokumentu napawa mnie ogromnym lekiem
i dużym sceptycyzmem. Po pierwsze fakt, że jest to zgniły, okrojony i niemal niezmieniony (sic!!) traktat
konstytucyjny, który został słusznie odrzucony przez Francje i Holandie. I pod
zmienioną postacią, po drobnym retuszu jest forsowany do ponownego ratyfikowania.
Skomplikowanie prawne oraz przemycenie pod tym skomplikowaniem rozszerzonych
kompetencji oraz zakresu władzy biurokracji brukselskiej musi budzić sprzeciw i
zgrozę. Pytanie czy obrany kierunek tworzenia quasi państwa europejskiego jest
kierunkiem właściwym? (UE ma teraz osobowość prawną). Czy cedowanie naszej
suwerenności na tak skonstruowane instytucje europejskie w tym traktacie jest
dla Polski korzystne, wiedząc jednocześnie, że nasza pozycja w traktacie
nicejskim była o niebo silniejsza? Szczerze mam bardzo ostre negatywne uczucie,
ale odpowiem tak, trochę próbując samego siebie przekonać płonną nadzieją.
UE zdecydowanie potrzebowała reformy, gdyż niemoc decyzyjna i paraliż tej
zardzewiałej i pełnej absurdów machiny zdecydowanie wymagała zmiany. Czy obrane
rozwiązania i kierunek jest właściwy. Według mnie zdecydowanie NIE i obawiam
się, że wręcz szkodliwy. Niestety wąskie lewicowe„elity” polityczne europy
potrafiły stworzyć taki a nie inny dokument. Więc dlaczego go podpisaliśmy?
Argument o indolencji pana Tuska i Sikorskiego, oraz pana Kaczyńskiego, który
wywalczał ten traktat celowo pomijam, aczkolwiek szukając treści traktatu na
rządowych stronach internetowych, niestety tego argumentu nie można wykluczyć.
Jednak myślę, że głównym powodem dlaczego Polska parafowała te szkodliwe zapisy
wynika z braku wyboru w obecnej sytuacji geopolitycznej.
W polityce zagranicznej Rzeczpospolita ma kilka zasadniczych celów:
Bezpieczeństwo energetyczne, bezpieczeństwo militarne, unormowanie polityki z
dwoma największymi sąsiadami oraz zakotwiczenie na stałe swoich wschodnich
sąsiadów w strefę wpływów europy zachodniej oraz naszej. Te 3 z 4 zadań łączy
się niewątpliwie z Niemcami i Rosją. Polska jest niestety zdecydowanie za
słabym krajem by móc samodzielnie te cele osiągnąć. Już sam potencjał Polski i
Rosji jest nieporównywalny, a grę z nimi toczymy zarówno o Ukrainę która jest
kluczem do panowania w regionie oraz o suwerenność energetyczną. Dodatkowo mamy
problem z Niemcami który dogadują się z Rosjanami ponad nami ewidentnie wpychając
nas w kleszcze niemiecko rosyjskie. A taka sytuacja miała już miejsce,
dokładnie przed II wojną światową. Dodatkowo germanie mają niewątpliwy interes w podporządkowaniu
sobie Polski (o roszczeniach terytorialnych nie wspomnę). Zważając na te
wszystkie fakty, oraz wiedząc, że w tej grze interesów sami nie mamy
najmocniejszych kart. Skoro nasza klasa polityczna nie jest wstanie zwiększyć
potencjału Polski, musi naszą pozycje wzmocnić poprzez partnerstwo z podmiotem
zewnętrznym i do wyboru ma dwa wadliwe rozwiązania - Unia Europejską/bądź USA. Wadliwe
gdyż, UE łaknie naszej suwerenności a sama jest w stanie agonalnym, a USA są za
oceanem. Ale przejdźmy dalej i zauważmy. Władza na kremlu może omijać warszawę,
ale w obliczu całej UE już sobie na to nie pozwoli. Niemcy jako członek UE,
jest tak samo uwikłana powiązaniami traktatowymi i nie może wprost dogadywać
się z Rosją czy też występować przeciwko interesowi Polski. Niewątpliwie możemy
przy pomocy UE wiele ugrać i osiągnąć. Ale tutaj pojawia się haczyk!
Cenną za te narzędzia jest cedowanie naszej suwerenności na instytucje europejskie,
niestety idiotyczne instytucje. Ponadto musimy jeszcze umieć z tych narzędzi
skorzystać i mieć wpływ na nie. A tutaj musimy się dzielić nie tylko z innymi
krajami, ale też z Niemcami (a mamy sprzeczne interesy). Już to ukazuje jak
trudno będzie manewrować w tej sieci interesów wszystkich krajów członkowskich,
które często są sprzeczne. Dobrze, ale teraz pojawia się zatem pytanie dlaczego
potrzebny był nam nowy traktat i dlaczego nie zostaliśmy przy starym skoro ten
lizboński jest tak fatalny i szkodliwy. Śmiem twierdzić, że nie jest potrzebny,
ale dla naszych rozważań przyjmijmy tezę o potrzebie reformy Unii gdyż jest ona
zbyt dużym klubem państw by działała na starych zasadach. Musi podejmować
decyzje, choćby o dalszym rozszerzeniu, a na tym przecież nam bardzo zależy
mając na wzgląd Ukrainę. Kwestia polityki energetycznej też jest ważna. No i
powstał taki a nie inny traktat i z braku alternatywy myślę podpisaliśmy się
pod tym niedobrym dokumentem. Pytanie tylko czy się nie przeliczymy i czy zbyt
dużo nie ustąpiliśmy. Oby ta nowa Unia Europejska tylko nie zwróciła się
przeciw nam, wszak są w niej i Niemcy. No ale zobaczymy. Jest nadzieja, jest
obawa. Może jakoś uda nam się wywalczyć pozycje do współdecydowania. Oczywiście
jest jeszcze nadzieja, że traktatu nie uda się ratyfikować. Niemniej, na
naszych oczach z konfederacji państw jakim dotąd była wspólnota, tworzy się
twór federacyjny który dotąd niezależne państwa sprowadza do roli swoich
prowincji. Ciekawe jaką prowincją będzie Polska.
A tak na marginesie już luźno…najlepiej byłoby całą tą Unie Europejską
rozwiązać i postawić na sama integracje europejską, czyli wolną strefę handlu,
czyli to co stanowiło o sukcesie tego projektu. A jak ktoś się nie zgadza to
się pokłócimy :P
|
Zakładki:
Banner
Inne
Inne blogi
Inne w sieci
Kontakt
Media
|